..

– Piękne! – Krzyknołeś tak głośno, że kilkoro przechodniów popatrzyło się na nas jak na turystów. Cuż, mieszkając o krok od tego cudownego miejsca również można nim być. Czy tak samo chodzenie po supermarkecie nie jest czymś w rodzaju turystyki? Czy całe nasze życie to nie jest jedna wielka podróż?
Oczywiście musiano wyrwać mnie z głębokiego stanu skupienia. Musiano, bo zachciało Ci się jeść. Zastanawiam się czy potrafisz wytrzymać bez jedzenia chociaż 5 minut. Gdyby złapali Cię piraci i spytali jakie jest Twoje ostatnie życzenie przed wyrzuceniem za burtę, oczywiście byłby to wielki hamburger z podwójną porcją cebulki. Tak mi się wydaję. Oczywiście to moja ironia, ale cholernie mi sie tak wydaję.
– Słuchaj Kochanie, podejdziemy bliżej, dosłownie na sekundę i zaraz pójdziemy coś zjeść. – Byłam pełna złych emocji w stosunku do Ciebie, ale po raz kolejny wykazałam się anielskim spokojem.
Weszliśmy do środka. Spojrzałam prosto przed siebie. Przeszedł mnie dreszcz. Zaczęłam intensywnie myśleć o moich snach.. Nie, ja o nich nie myślałam, te obrazy.. one same przyszły. Widziałam to wszystko wyraźniej, ale mimo to nie wiedziałam o co chodzi. Zakręciło mi się w głowie. Zemdlałam.
Budząc się w szpitalu popatrzałam na Ciebie. Ściskałes mnie za ręke tak mocno, że pewnie dlatego udało mi się ocucić. W następnej chwili zobaczyłam, że po policzku spływa Ci jedna samotna łza. Dlaczego Kochanie? Łzy mężczyzny są piękne. Szczególnie takiego macho jak Ty. Widząc ten obraz serce napełnione miałam miłością. Tak głęboką, nieopisaną. Boże, jak to możliwe, że można tak kochać?! Jak to możliwe, że dwoje obcych sobie ludzi spotyka się i nagle stają się dla siebie wszystkim: tymi najbliższymi, bliższymi niż matka czy ojciec. Są gotowi na wszystko, na nawieksze poświęcenie byle tylko ta druga osoba była szczęśliwa.
Patrzyłam na Ciebie jeszcze przez króką chwilę. Kiedy zauważyłeś, że moje oczy spoglądają na Twoją twarz, rzuciłeś się na mnie i zaczołeś całować. Tak namiętnie jak jeszcze nigdy przez cały nasz dwuletni związek. Czyżbyś tak się przejoł moim omdleniem? Z jednej strony to normalne, że ta pierwsza osoba strasznie martwi się o tą drugą, ale czułam, że tu chodzi o coś innego.
– Co się stało? Długo byłam nieprzytomna?
– Około dwóch godzin. Chodź, zabieram Cię do domu.
Gdy wychodziliśmy ze szpitala, w pewnym momencie usłyszałam krzyk jakiejś kobiety: “Pozwólcie! Chcę jej dotknąc! Ludzie, błagam!”. Powiedziałeś wtedy, że to jakaś wariatka. Chora, starsza pani której już nikt nie odwiedza od ponad pół roku. Nie spytałam skąd o niej tyle wiesz. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w swoim łóżku.
Zamówiłeś taksówkę i pojechaliśmy do mnie. Śnieg wciąż padał, a Ty całą drogę milczałeś. Mimo moich nalegań nie chciałeś mi nic powiedzieć. Mówiłeś tylko, że zmartwiłeś się całą sytuacją. Tylko dlaczego tak bardzo? Zaczęłam się domyślać, że lekarze wykryli u mnie jakiś nowotwór. Tak! Na pewno jest coś ze mną nie tak. “Czy to rak?” – Powiedziałam gasząć papierosa przy wejściu do domu.
– Słonko co Ty wygadujesz! Wszystko jest okej. Wystraszyłem się. Czy to takie dziwne, że Cię kocham i martwię się o Ciebie?
Nie uwieżyłam Ci. Nie patrzyłeś mi prosto w oczy. Byłeś spłoszony, Twoje oczy wędrowały gdzieś po niebie.
Weszliśmy do domu. Zgasiłam światło i położyłam się na łóżku w swoim pokoju, a Ty obok mnie. Przytuliłam Cię i spojrzałam Ci prosto w oczy uśmiechając się.
– Kocham Cię Aniu. – Powiedziałeś cicho.
– Wiem. Ja Ciebie też.
– Nieważne co się wydarzy – kocham Cię.
– Więć jednak coś ze mną nie tak?
– Ciiii.. – Szepnąłeś i zaczołeś mnie całować. W jednej chwili poczułam Twoją lewą dłoń na mojej prawej piersi. Powoli zaczołeś ściągać ze mnie ubrania bez przerwy całując. Najpier bluzkę, spodnię, potem moje ulubione czarne bokserki. Gdy już byłam całkiem naga podniosłeś się i zacząłeś przyglądać się mojemu ciału. Widziałam jak Twoje oczy szkliły się, a źrenice powiększały. Nie pozostałam obojętna. Również zaczęłam ściągać z Ciebe ubrania pieszcząć przy tym moją ulubioną część Twojego ciała, a dokładnie mowiąć Twoje pośladki. Gdy już oboje zostaliśmy pozbawieni całego swojego ubioru, powoli weszłeś we mnie.

Zasneliśmy szybko jak dzieci nasycone mlekiem matki. Obudziłam się pierwsza. Pamiętam, że było około godziny piętnastej. Nie miałam ochoty wstawać z łóżka. Pragnęłam spędzić w nim z Toba cały dzień i całą noc, a najlepiej by było, jakbyśmy mogli zostać w nim na wieczność. Tylko co Bóg powie na ten pomysł? Wydaje mi się, że byłby zadowolony widząc to, jak się kochamy i że nic dla nas nie jest tak ważne jak miłość.
Zaczęłam budzić Cię moimi delikatnymi pocałunkami. Zaspany powiedziałeś do mnie swoim ciepłym głosem:
– Przytul się do mnie.
Nie musiałeś mnie długo przekonywać. Wtuliłam się w Ciebie kładąc głowę na Twoim torsie i przykrywając nas obojga miękkim, brązowym kocem. Zaczęłam oglądać swój pokój.
– Przydałby się mały remont
– Jeśli chcesz możemy zacząć od jutra.
Lubię swój pokoik. Pamiętam jak razem z ojcem malowaliśmy ściany na jagodowo. Spędziliśmy na tym pół dnia. Mama między czasie przygotowywała dla nas pyszny tort śmietanowy. Jego ulubiony. Teraz w każdą sobotę spędza popołudnie na jego przygotowanie. Wierzy, że gdy już jest gotowy, tata przychodzi do nas z nieba i siada z nami do stołu. Wtedy jedno krzesło musi być wolne właśnie dla niego. Dokładnie tak jak w każdym domu na Wigilię.
W dniu jego śmierci od samego rana byłam strasznie zdenerwowana. Widocznie coś przeczówałam. Niestety nie przejęłam się tym, bo nerwy były dla mnie czymś normalnym, a o to, że się nasiliły oskarżyłam niewinną, pochmurną pogodę. Chodźbym nawet zareagowała, to tata na pewno by mnie nie posłuchał. Był zapalonym miłośnikiem sportów ekstremalnych. Praktycznie co tydzień wymyślał coś nowego. Skakał ze spadochronem chyba z milion razy, ale akurat wtedy..
– Kochanie nie mogę tego przed Tobą ukrywać.
– Tego, czyli czego?
– Otrzymałaś stygmaty.
– A Ty masz aureole nad głową. – Zaśmiałam się.
– Anno mówię poważnie!
Anno – mówiłęś tak (i nadal tak jest) do mnie tylko w poważnych sytuacjach. Jednak może teraz postanowiłeś sobie ze mnie zadrwić wiedząc jak reaguję na poważną formę mego imienia?
– Nie rozumiem.
– Obiecałem lekarzą, że nie będe Cię tym zamartwiał, ale nie potrafię zataić przed Tobą nieczego. Gdy staliśmy w kościele i trzymałem Cię za ręke nagle poczułem, że moja zrobiła się mokra. Chwilę potem zemdlałaś. Chciałem podłożyć Ci swoją dłoń pod głowę, ale zauważyłem, że jest delikatnie poplamiona krwią. Spojrzałem na Twoją i o mało co nie dostałem zawału.
– Mów dalej.
– Przez około 2 minuty miałaś stygmaty. Na szczęście ludzie tego nie zauważyli. Wyłącznie jeden ksiądz, chyba nie do końca polak, który przechodził obok.
Wytłumaczeniem wszystkiego tego co mówiłeś było tylko jedno:
– Ćpałeś.
– Że, że co?!
– Ćpałeś chyba.
– Dlaczego mi nie wierzysz?
– Dlatego, że nie i koniec. Przestań wymyślać. Uwielbiam Twoje historyjki i na prawdę już mnie dawno przekonałęś, że masz talent pisarski, ale jak na ten moment – odpuść sobie.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć. Spojrzałam przez dziurke w drzwiach na wysokiego blondyna w czarnym wdzianku. Jak na moje oko był po czterdziestce. “Matrix” powiedziałam do siebie otweirając drzwi.
– Dzień Dobry. Jak się czujesz Anno?
Coś tu nie gra. Co to za facet i skąd mnie zna?
– Dzień Dobry. Ok, ale mogłoby być lepiej. A Pan to za przeproszeniem kto?????
– Jestem ksiądz Edward. Chciałem sprawdzić czy u Ciebie wszystko w porządku.
Edzio przyszedł zobaczyć czy wszystko ze mną w porzadku. Super. Tylko skąd on mnie zna?
Nagle Ty Kochanie wyleciałeś z pokoju jak z procy i kazałeś wejść wielmożnemu do mieszkania, od razu proponując herbatę.
– Przyszedł ksiądz w samą porę. Ania mi nie wierzy.
– Przyszedł ksiądz w samą porę. Przydałyby mu się egzorcyzmy, bo coś go opętało. Twierdzi, że miałam stygmaty ha ha i co ksiądz powie na to?
– Powiem, że ma rację.
Spisek. Zrobili to specjalnie w moje urodziny. Będziemy razem rozwiązywali jakieś zagadki, a na koniec okaże się, że na końcu mapy czekała na mnie impreza – niespodzianka.
– Anno Twój chłopak ma rację. Było tak i ja też to widziałem. Nie wiem czy opowiadał Ci o mnie.
– Owszem, mówił coś o księdzu nie do końca polaku.
– Na szczęście tylko my to widzieliśmy i kilkoro lekarzy w szpitalu. Ah i jeszcze przez przypadek jedna starsza kobieta. – Od razu wiedziałam o którą chodzi. – Cała sprawa trafiła również do Watykanu. On też jest za tym, by nie robić rozgłosu. A tak poza tym mój ojciec był Włochem.
– To wszystko jest dla mnie niezrozumiałe i niezbyt wiarygodne.
– Wiem, ja też jestem w szoku.
– Dlaczego ja? Przecież ani nie mam powołania, ani nie jestem bez grzechu? Do tego od małego nienawidzę ludzi, ponieważ uważam, że są płytcy i wszyscy pójdą do piekła.
– Nie trzeba być księdzem czy zakonnicą, by móc zostać świętym.
– Świętym? – Co on wygaduje. Powoli zaczynam mieć tego wszystkiego dość!
– Muszę już iść, a Ty pamiętaj, że od dziś Twoje życie zacznie ulegać zmianom.
Zawołałam Cię na mój ulubiony serial. Nie byłeś zadowolony z tego faktu, ale dobrze wiedziałeś, że o tej godzinie na nic innego się nie zgodzę.
Usiedliśmy na sofie z dużą miską popcornu. Oparłam się o Twoje ramię i zaczęliśmy oglądać. Musiałam co pięć minut Cię uciszać, bo strasznie mlaskałeś.
Jednak nie mogłam skupić się na Słodkiej MIłości. Cały czas miałam w głowie wszystko to, co mówił ksiądz Edward, a w szczególności zdanie “Muszę już iść, a Ty pamiętaj, że od dziś Twoje życie zacznie ulegać zmianom.”
Jakim zmianom? Co się w ogóle stało? Czy uwierzyć w Wasze słowa?
No i dostałam za swoję. Jak mogłam Ci nie uwierzyć? Pamiętasz jak w trakcie reklam położyłam się na Twoich kolanach? Zrobiło mi się strasznie słabo, ale nie chciałam tego pokazywać. Wolałam, żebyś myślał, że tak mi wygodniej. I potem znów to się stało. Z tą różnicą, że teraz mogłam to zobaczyć. Sięgająć po popcorn zobaczyłam dziurki w moich dłoniach. Trwało to dosłownie pięć sekund. Z przerażenia ścisnęłam Twoją rekę.
– Co się stało?
– Nic. Chciałam zwrócić na siebie Twoją uwagę..
– Jesteś kochana.
– Ty też..
Bałam się. Kolejny raz w swoim życiu poczułam przeraźliwy strach. Przypomniały mi się lata w których moja depresja była najsilniejsza. Poczułam to samo co wtedy. Uczucie nie do opisania. Czyżbym już wtedy coś przeczówała?
To wszystko nie jest ważne. Najważniejszy jesteś Ty. Oh dlaczego my ludzie doceniamy pewne rzeczy dopiero wtedy, gdy wyczówamy zagrożenie, albo co gorsza, gdy już zdąrzyło się wydarzyć coś złego?
Kocham Cię. Boję się, że coś Ci się stanie. Wiem, że nic takiego się nie wydarzy, ale i tak się boję. Jesteś moim życiem, a jeśli moje życie ma stać się inne, to czy Twoje też?

 

 

 

 

Z życia: Ja mam duszę artystki z odrobiną realistki, mój TŻ jest realistą z odrobiną ducha artysty. Dogadujemy się, ale nie zawsze. Jest mi teraz strasznie smutno, bo się pokłuciliśmy. Miłość to coś wspaniałego i trudnego.

Advertisements

Comments (2) »

Opowiadania ciąg dalszy..

O dziesiątej usłyszałam dzwonek do drzwi. Byłam pewna, że to Ty i miałam rację. Udawałam brak zainterersowania pochylając się nad kartką papieru z moim dopiero co napisanym dziełem. Jestem bardzo skromna, ale sama muszę przyznać, że pisanie wierszy bardzo dobrze mi wychodzi.
Po cichu wszedłeś do mojego pokoju, stanąłeś obok i szepnąłeś: “Wszystkiego najlepszego Kochanie”
Twoja bliskość przyprawiła mnie o dreszcze.
– Dziękuje.
– To dla Ciebie – powiedziałeś, wyjmując z śliczego brązowego opakowania jedno czerwone jabłko.
– Jabłko?
– To nie jest jakieś zwykłe jabłko. To owoc miłości. Zjemy je na pół i tym samym nasza miłość przetrwa do końca świata i jeszcze dłużej.
Uwielbiam Cię za to, że potrafisz z czegoś małego zrobić coś wielkiego. Spojrzałam Ci prosto w oczy robiąc duży gryz. Następnie wziołeś owoc ode mnie i zrobiłeś to samo. Czułam się jakbym brała ślub. Widziałam w Twoich oczach jak bardzo to przeżywasz. Byłam tak podekscytowana całą sytuacją, że bez wachania zaczęłam recytować:
Myślą w głębinie snów
Pamiętam pytanie
Pamiętam ciche łkanie
Chcę zobaczyć Cię znów
W moich snach
W moich myślach
Tak prostych i logicznych
Tak jak pisałam w młodości
Wciąż marzyłam o namiętności
Lecz zawsze był tylko ból
Kiedy przestanę żyć
Tylko o jednym śnić
Chciałabym odegnać
Wciąż dręczące myśli
Być tylko z Tobą w jedności
Być tylko z Tobą..
W miłości
– Znowu miałam ten sam sen kochany. Boje się.
– Jak na moje oko za dużo myślisz i stąd te sny. Anno mówiłaś, że dawne lęki mineły, dlaczego kłamałaś?
Patrzyłeś na mnie swoimi smutnymi zielonymi oczami (Ile w nich miłości!). Pamiętasz, że nic nie odpowiedziałam? Nie wiem co sobie wtedy pomyślałeś, ale ja nie kłamałam. Lęki mineły, ale sny pozostały. Czułam, że to wszystko nie jest związane z moją chorobą, z której przecież już byłam dzięki Tobie wyleczona.
Znów zobaczyłam siebie w tłumie, a potem pojawiło się jaskrawe światło i obudziłam się – jak zwykle. Ten budynek.. Jestem pewna, że było to Sanktuarium Bożego Miłosierdzia..
– Jedziemy do Łagiewnik!
– Co? Na modły Ci się zebrało w dniu urodzin?
– Chodź i nie gadaj!

 

 

 

PRZYPOMINAM, IŻ KOPIOWANIE, POSŁUGIWANIE SIĘ MOIM TEKSTEM, ITP JEST ZŁAMANIEM PRAWA AUTORSKIEGO.

Leave a comment »

Zapraszam do czytania mojej książki!

Nigdy nie zapomnę tamtego dnia Kochany. Z resztą jak ja, istota boska, mogłabym zapomnieć. Żyjemy teraz na wieczność, a z naszej pamięci nie wymaże się nic z naszego istnienia.
Piszę ten list do Ciebie, by przypomnieć Ci co kiedyś razem przeżyliśmy. Oczywiście dobrze wiem, że pamiętasz, ale ja po prostu tego potrzebuję. To, że robię to w moje dwusetne urodziny to nie jest przypadek. Znowu to cholerne dwa i zero! Na dodatek z jeszcze jednym zerem!
Anielskie chóry śpiewają, a ja z nimi. Napisałam tekst piosenki dla nowej pieśni. Pieśni o tym co się wtedy wydarzyło. Nie żeby mi się chciało, ale Archanioł Michał strasznie nalegał.

21.12.2012
Była godzina 7:00 gdy wstałam i popatrzałam przez zaszronione okno. W tym roku zima była na prawdę ostra. Już nigdy nie uwierzę naukowcą w żadne bajery o ociepleniu klimatu!
Uwielbiam patrzeć jak pada śnieg. Zaczynam czuć, że zbliżają się święta.
Pierwszę o czym, a raczej o kim pomyślałam, patrząc na biały od śniegu świat, byłeś Ty. Dziękuje Bogu za to, że dał mi Ciebie. Gdyby nie Twoja miłość, to nie wiem co by się ze mną stało. Uratowałeś moje życie i nie chodzi tutaj o akcję prosto z filmu Słoneczny patrol. Pomogłeś mi wyleczyć się z depresji. Sięgnęłam dna, gdy nie było Cię jeszcze przy mnie. Zaszyłam się w swoim świecie, który powoli stawał się dla mnie rzeczywistym. Z resztą ostatnio też nic mnie nie cieszy. Czuję się odrzucona mimo tego, że są obok ludzie, którzy mnie kochają.
Bujanie w obłokach przerwała mi mama:
– Aniu! Już wstałaś? Wszystkiego najlepszego kochanie! Chodź na śniadanie. Specjalnie dla Ciebie wstałam o 4 rano i zrobiłam coś specjalnego.
– Dzięki.
Cała mama. Tornado w ludzkiej postaci. Po śmierci ojca zrobiła się jakaś dziwna. Czasami przyłapuje ją na tym, jak rozmawia z jego zdjęciem ustawionym na kominku w naszym salonie. Wszystko po niej odziedziczyłam. Długie nogi, czarne oczy i skłonność do zaburzeń psychicznych.
“Wszystkiego najlepszego kochanie” No tak, to dzisiaj. Dzień jak co dzień. Niby moje urodziny, ale z czego tu się cieszyć? Że robię się coraz strasza? Dobra, wiem że to dopiero moja dwudziestka, ale co będzie dalej?! 21,22,23,24… Mówią, że jak Ci stuknie okrągłe dwa i zero to czas płynie coraz szybciej. Nie żebym się skarżyła na to, że jestem dorosła. Po prostu nie widzę siebie ze zmarszczkami pod oczami i cellulitem na pośladkach. Oczywiście przesadzam, ale to normalne, bo to ja.
Zeszłam na śniadanie. Mama z szerokim uśmiechem podeszła do mnie i przytuliła bardzo mocno, a dokładniej mówiąc przydusiła. Szybko zdąrzyłam stwierdzić, żę wylała na siebie pół flakonika Chanel N5.

Leave a comment »